Panel użytkownika
Nie masz konta? Możesz je założyć
Dzisiaj jest środa,
23 maja 2012
Imieniny:
Leoncjusza, Michała i Renaty
Ankieta
Tak
Nie
Nie mam zdania
Kupie sobie kapcie
Zaczarowany świat według Bob'a Dylana 04.06.2010

W ostatni majowy weekend znów mieliśmy okazję gościć dobrze nam znanych oraz nowych artystów, którzy tym razem nie przyjechali tylko ze swoim materiałem, lecz również interpretacjami utworów Boba Dylana, jednej z najważniejszych postaci muzyki popularnej ostatnich pięciu dekad.

Zaczarowany świat według Bob'a Dylana

Ten niezwykle płodny acz mało znany w oryginale twórca był mianowicie głównym tematem zorganizowanego przez Lożę Kulturalną „Stare Miasto” i Borówka Music festiwalu, zatytułowanego „Tribute to Bob Dylan”.


Na scenie ustawionej na dziedzińcu kościoła ewangelicko-augsburskiego pojawiło się starsze i młodsze pokolenie muzyków. Przez dwa dni imprezy mieliśmy okazję usłyszeć, w piątek lokalne kapele: Grzmiącą Półlitrówę, Małpi Gaj, Arka Piotrowskiego, Tomka Toszka oraz Szwejko Band, natomiast w sobotę: Janka Samołyka, Petera J. Birch'a, Twilite, Jacka Bieleńskiego, Gentlemenela, ET Tumasona z Islandii, Bajzla, Jacka Kuleszę Trio a także w duetach: Iowa Super Soccer i Let The Boy Decide.


Do projektu zostali zaproszeni wyłącznie soliści i duety, z jednym wyjątkiem – trio Jacka Kuleszy, które tworzy muzyk, walizka i tamburyn.


Dzięki nim piotrkowscy słuchacze usłyszeli na żywo takie hity jak: „Blowin' in The Wind” czy „Knockin' on Heavens Door” – niekiedy w zupełnie niespotykanych aranżacjach. Na zaskoczenie szczególnie mogli liczyć ze strony Bajzla czy szalonego, biegającego po całej scenie Jacka Kuleszę Trio. Niezwykłym artystą okazał się również młody, zaledwie drugi raz występujący w Piotrkowie Trybunalskim, Peter J. Birch, który krystalicznie czystym głosem przykuł uwagę słuchaczy.


Odbiór publiczności był jednoznaczny, o czym może świadczyć wypowiedź jednej z uczestniczek festiwalu:

(POSŁUCHAJ)

Impreza zakończyła się wspólnym, niezwykle żywiołowym muzykowaniem w jednym z piotrkowskich lokali.

O źródło pomysłu na imprezę, problem z nieznajomością twórczości Dylana w oryginale i ewentualne przyszłe plany koncertowe w Piotrkowie Trybunalskim zapytaliśmy jednego z organizatorów, Bartka Borowicza, bardziej znanego jako Borówkę.

Skąd pomysł na zorganizowanie koncertu dedykowanego twórczości Boba Dylana?

Borówka: Właściciel knajpy Gospoda Vojak Svejk zasłuchiwał się w piosenkach Boba Dylana i wpadł kiedyś do knajpy, w której byłem, mówiąc: „Zróbmy imprezę poświęconą Dylanowi, masz jakiś pomysł?”, na co odpowiedziałem: „No tak, mam jakiś pomysł”. „Ale jaki?”, zapytał. „Robiłem dwa lata temu koncert songwriterów, poświęcony Dylanowi, każdy gra jeden swój utwór, jeden cover Dylana”. Skwitował to jednoznacznie: „Jaaaa! No to super, no to robimy!” I  zrobiliśmy.

Czyli dla Ciebie to wcale nie była nowość.

Borówka: Tak, robiłem już dwie tego typu imprezy, jedną poświęconą Dylanowi i drugą Neilowi Youngowi, więc to było trzecie podejście. Część muzyków już grała na tych poprzednich imprezach, część była tu po raz pierwszy, ale myślę, że to było dobre zestawienie. Po pierwsze płci pięknej z płcią brzydką, po drugie młodego pokolenia, bo najmłodszy z artystów miał lat 19, ze starymi wyjadaczami, typu Guma z zespołu Moskwa czy Jacek Bieleński.

Jak to jest z twórczością Boba Dylana? Trzeba ją propagować w wersji coverów czy ludzie są już nią zmęczeni, ewentualnie w ogóle jej nie znają?
 
Borówka: Myślę, że ludzie nie znają piosenek Boba Dylana w oryginale, jestem absolutnie tego pewny. Nie twierdzę, że to jest problem. Bob Dylan jest autorem wielu przebojów, tylko czasami zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ stały się hitami, dzięki innym zespołom, które interpretowały piosenki Dylana, jak „The Rolling Stone”, „Knockin on Heavens Door”. To przecież hity, które są znane na całym świecie, które trafiały na pierwsze miejsca list przebojów, ale nie dzięki Dylanowi, tylko dzięki innym artystom. My też się w coś takiego zabawiliśmy, tylko na swój sposób, bo na tym koncercie grali songwriterzy, czyli tacy Dylani, lecz w polskiej wersji. Osoby te same piszą sobie teksty, same komponują muzykę i występują najczęściej solo, czasami w duetach i przedstawiły swoje wersje piosenek Boba, wydaje mi się, że bardzo ciekawe. Ja byłem bardzo zaskoczony niektórymi interpretacjami, myślę, że publiczność również.

Uważasz, że te nowe interpretacje są ciekawsze od oryginalnych utworów Boba Dylana?

Borówka: Tego chyba w ogóle nie można porównywać, bo Dylan przede wszystkim komponuje na samą gitarę, a dzisiaj mieliśmy zestawienie bardzo różnorodnych kombinacji z elektroniką między innymi. Właściwie każdy artysta podszedł do tego, nazwijmy to „zadania”, w inny sposób. Część muzyków zinterpretowała te piosenki po swojemu i zupełnie popłynęła, jak na przykład Jacek Kulesza albo Bajzel, który wymyślił, że można przetłumaczyć „Knockin' on Heavens Door” na język polski, dodać do tego elektroniczny bit i faktycznie pukać do nieba bram tą muzyką. W ogóle genialny pomysł. Niektórzy zaś podeszli na zasadzie odtwórczej, co też nie było złe, bo na przykład Peter J. Birch świetnie zinterpretował „Blowin' in The Wind”. Także każdy przyjął to zadanie inaczej, ale każdy, moim zdaniem, się spisał i ciekawie cały ten zestaw  wyszedł.

Mieliśmy dziś okazję gościć twórców, których już wcześniej witaliśmy i bardzo mile przyjmowaliśmy, pojawili się również nowi artyści. To znaczy, ze nawiązujesz kontakty z nowymi muzykami?

Borówka: Nie powiem, że to są nowe kontakty, bo organizuję koncerty w różnych miejscach w Polsce. Nie ukrywam, że w Piotrkowie się wyjątkowo dobrze czuję, niektóre pomysły spotykają się tu z ciekawym odbiorem, aż jestem czasami miło zaskoczony.

Skąd się bierze to zainteresowanie artystów Piotrkowem Trybunalskim, czyżby w tym mieście była scena, z której gra się niezwykle owocnie?

Borówka: Jestem osobą, która spędza dużo czasu w trasie koncertowej i wiem, że najważniejsze dla muzyka nie jest to, czy dostanie dużo pieniędzy, czy pięciogwiazdkowy hotel. Dużo ważniejszy jest nastrój, jaki panuje w danym miejscu. Paradoksalnie najczęściej jest tak, że małe miejsca lub te niedoceniane albo te, które mają mało kasy potrafią wszystko to nadrobić atmosferą i w jakimś sensie tak jest w Piotrkowie. Organizowałem PiotrkOFF Art Festival lub dzisiejszy koncert i widzę, że ci muzycy się tu dobrze czują, bo przyjeżdżają i są dobrze przyjmowani. Po koncercie też jest zawsze przyjemnie, artyści ze sobą rozmawiają, jest jakaś impreza, ale też kontakt z publicznością. Ludzie nie boją się podejść, pogadać z nimi – normalnymi ludźmi, którzy chętnie te kontakty nawiązują a są na obcym terenie, więc tym bardziej miło im jest, kiedy ktoś porozmawia i myślę że za to bardzo Piotrków jest szanowany. Wiem o tym, bo zespoły te zawsze miło wspominają piotrkowskie koncerty. Tak było po PiotrkOFF Art Festival czy innych występach, ale myślę że po dzisiejszym koncercie też będą bardzo miłe wspomnienia.

Nie boisz się, że ze względu na częste pojawianie się tych samych artystów, piotrkowianie poczują się w pewien sposób nimi znudzeni?

Borówka: Mogą poczuć się znudzeni, ale jeżeli jest zespół, który wystąpił tu raz i publiczność prosi o to, by przyjechał ponownie, to daję im taką możliwość. Koncerty w Piotrkowie Trybunalskim organizuję od mniej więcej roku i to prawda, że część muzyków się tutaj powtórzyła, natomiast ściągając też nowych, hmm... Jak to określić. Jest też problem ze słuchaczami. W Piotrkowie nie ma jeszcze wyrobionej publiczności, może tak. Nie kryję, że jest to trochę pójście na skróty, ale troszkę już pracuję w tej bajce i wiem, że tak powoli trzeba iść do przodu. Nie mogę cały czas dawać ludziom nowych rzeczy, bo w którymś momencie mogą tego nie ogarnąć i zależy mi na przypomnieniu koncert, który był udany. Chcę, żeby taki zespół przyjechał jeszcze raz i zagrał ponownie, ale jednocześnie pragnę cały czas serwować coś nowego. Dzisiaj pojawiło się kilku nowych muzyków oraz kilku takich, którzy są sprawdzeni i przyciągnęli wcześniej w Piotrkowie dosyć dużą publiczność. Idealnym wyjściem, tak przynajmniej pokazuje moje doświadczenie, jest łączenie, czyli pokazywanie czegoś nowego, żeby nie zjeść swojego ogona, ale czasami, jeśli coś zaskoczyło, to warto to powtórzyć, bo po pierwsze komuś się to podobało, skoro było dużo osób, po drugie te zespoły chętnie wracają.

Masz coś nowego w zanadrzu, coś, co zaskoczy piotrkowskich słuchaczy?

Borówka: Myk polega na tym, że dzisiejszym koncertem kończę tu pracę, więc nie mam niczego.

Więc nic się już nie pojawi?

Borówka: Może pojawi się PiotrkOFF Art Festival i jego druga edycja. Mam cichą nadzieję, że stanie się imprezą, która zacznie odbywać się cyklicznie. W tym roku w październiku, sprawdzałem w kalendarzu, między 8. a 9. października jest weekend, i liczę, że będzie on spędzony  w Piotrkowie. Mam kilka pomysłów a propo tego festiwalu. Nie mogę tego zdradzać na razie, ale planuję rozszerzyć to, w porównaniu z zeszłym, startowym rokiem. Marzy mi się ściągnięcie jednego, może dwóch zespołów z zagranicy. Chciałbym, aby jedna z grup zagrała na żywo muzykę do filmu niemego. Mam również kilka innych pomysłów, ale jak na razie mogę mówić tylko o tym, co mi chodzi po głowie.

Jak przebiegała współpraca z księdzem z kościoła, w którym odbył się  festiwal? Sam stwierdziłeś, że jest za co mu dziękować, bo organizowanie muzycznych imprez na terenie kościoła jest pewną niecodziennością.
 
Borówka: Ksiądz jest rewelacyjny! Myślę, że gdybym poszedł do proboszcza w swoim mieście, to on by się postukał po głowie, jeżeli w ogóle by ze mną rozmawiał na temat zorganizowania koncertu. Natomiast ten ksiądz jest bardzo otwarty. Pamiętam, kiedy robiłem pierwszy koncert w kościele ewangelicko-augsburskim w Piotrkowie Trybunalskim – przyjeżdżam z zespołem a tam posprzątany cały ołtarz . Ksiądz mówi: „Proszę, rozstawiajcie się”. „Ale jak proszę księdza? Na ołtarzu?”, zdziwiłem się. „A gdzie byście chcieli grać?”, odpowiedział. To pokazuje, że on ma otwartą głowę, sam na te imprezy przychodzi, słucha tej muzyki. Zawsze z nim rozmawiam po koncercie i szczerze mówi co było na tak a co na nie. W czasie, kiedy kościół ma różne problemy z otwartością na ludzi, ten ksiądz idzie dokładnie w tym kierunku, który moim zdaniem jest dobrym kierunkiem. Czapki z głów przed nim! Nigdzie w Polsce nie robiłem koncertu w kościele, to się dzieje tylko w Piotrkowie. Nie kryję, że jeśli mielibyśmy robić PiotrkOFF Art Festival w październiku, to nie wyobrażam sobie, żeby otwarcie koncertu tak jak było przed rokiem, nie odbyło się w kościele.

Mamy nadzieję, że będzie nam dane przysłuchiwać się rezultatom. Dziękuję za rozmowę.



Rozmawiała Magdalena Telążka

foto: hpl.wikipedia.org/wiki/Bob_Dylan

Komentarze
brak komentarzy
dodaj komentarz
alepiotrkowpiotrkowlaweczkamokosirpilkaukshelios