Życie bezdomnych kotów bardzo często jest wyjątkowo ciężkie. Nękane chorobami, głodem, zmiennymi warunkami atmosferycznymi często umierają na ulicy. Na szczęście są jeszcze miejsca, tzw. domy zastępcze, które bywają dla kotów jedyną nadzieją na przeżycie.
Niewielu z nas wie, że dziki kot, jeśli tylko jest taka możliwość, powinien zostać w swoim naturalnym środowisku bytowania. Jakby to nie wyglądało z punktu widzenia człowieka, to dla takiego kota to najlepsze rozwiązanie. Natomiast alternatywą dla dorosłych kotów rokujących na socjalizację oraz dla małych kociąt jest instytucja domu tymczasowego, która może mieć charakter prywatny lub być pod patronatem organizacji prozwierzęcej. – Dom tymczasowy to coś na kształt rodziny zastępczej – mówi Dagmara Roszkowska, z piotrkowskiego oddziału Fundacji „Kocia Mama”. – To miejsce, w którym zwierzak przebywa pod troskliwą opieką wolontariusza i jego rodziny do czasu znalezienia mu stałego opiekuna – dodaje. Działająca od roku piotrkowski oddział Fundacji jest zdecydowanym propagatorem takiego właśnie rozwiązania. Nie posiada ona swojego przytuliska, a wszystkie koty, które trafiają pod jej skrzydła przebywają w domach tymczasowych prowadzonych nieodpłatnie przez wolontariuszy. – Dla zwierzęcia to doskonałe rozwiązanie. Ma stałą opiekę, kontakt z człowiekiem i innymi zwierzęcymi domownikami. Kot przebywający w domu tymczasowym przechodzi socjalizację, która znacznie zwiększa szansę na jego adopcję. Uczy się funkcjonować wśród ludzi, poznaje odgłosy domowego sprzętu, korzysta prawidłowo z kuwety – mówi pani Dagmara. Standardy przyjęte przez Izę Milińską, założycielkę Fundacji „Kocia Mama” powodują, że kot przebywający w fundacyjnym domu tymczasowym ma stała opiekę weterynaryjną, posiada książeczkę zdrowia, jest odrobaczony, odpchlony i, jeśli osiągnął odpowiedni wiek, wysterylizowany. Przez cały okres pobytu zwierzęcia w takim domu jest on objęty pomocą ze strony Fundacji w postaci potrzebnego sprzętu, jedzenia i żwirku. Wolontariusz, który podejmuje się takiej pracy ma za zadanie opiekować się kotem, poświęcać mu swój czas i uwagę. Jednak okres bycia domem tymczasowym nie jest z góry określony. Zdarza się, że kot już po kilku tygodniach znajduje odpowiedniego właściciela, a są też i takie sytuacje, kiedy to zwierzę mieszka u tymczasowego opiekuna wiele miesięcy.
Ważną kwestią przy organizacji domu tymczasowego jest też liczba kociąt, którą taki dom do siebie przyjmuje. Opieka tu nastawiona musi być na jakość, a nie ilość. Ma na to wpływ wiele czynników, a jednym z najważniejszych jest zachowanie odpowiednich warunków sanitarno-zdrowotnych. Co prawda ogranicza to w znacznym stopniu liczbę zwierząt, którym można pomóc, ale ta pomoc jest za to bardziej skuteczna.
Kolejną pozytywną stroną powadzenia domu tymczasowego jest możliwość wnikliwego sprawdzenia kandydatów na nowych opiekunów zwierzęcia. Każdorazowo praktykowane jest spotkanie przedadopcyjne, na którym obie strony mogą uzyskać na swój temat więcej informacji. Dzięki takiemu wywiadowi do nowej rodziny trafia kot, który spełnia jej oczekiwania, ale jednocześnie który będzie miał zapewnione odpowiednie warunki życia w nowym miejscu. Podpisana między obiema stronami umowa adopcyjna daje możliwość pozostania obu stron w kontakcie na wypadek pytań czy problemów. – Zdarzają się jednak przypadki, że musimy odmówić adopcji – mówi Dagmara Roszkowska. – Nie każdy, kto zgłosi się do nas po kota, jest odpowiednią osobą do opieki nad takim zwierzęciem. To marginalne sytuacje, ale niestety mają miejsce, np. gdy nieodpowiedzialność takiej osoby przyczyniła się do śmierci poprzednich jego zwierząt lub gdy kluczowe dla nas zasady, jak sterylizacja zwierząt i zwalczanie tym samym bezdomności, są dla takiej osoby fanaberią lub zbędnym wydatkiem. Zdarza się, że nasza odmowa wywołuje oburzenie drugiej strony. Niektórym ludziom trudno zrozumieć, że czujemy się odpowiedzialni za te zwierzęta, że się do nich przywiązujemy i że pragniemy dla nich odpowiednich, odpowiedzialnych opiekunów – dodaje.
Praca domu tymczasowego wiąże się często z trudniejszymi wyzwaniami i obowiązkami. Zdarza się, że trafiają do nich koty zaniedbane lub chore, których „wyprowadzeniem na prostą” musi zająć się tymczasowy opiekun. Ważna jest więc też podstawowa wiedza na temat tych zwierząt, ich zdrowia i zachowań. – W piotrkowskim oddziale Fundacji „Kocia Mama” jest pięć domów tymczasowych. To jednak ciągle za mało, by sprostać wszystkim potrzebom, ale dzięki takiej liczbie możemy pomóc choć kilkudziesięciu kociętom rocznie – mówi Dagmara. – Wraz z mężem prowadzę dom tymczasowy, w którym obecnie mamy pod opieką dwa koty, dla których szukamy domu. Marzy nam się, by z każdym rokiem więcej wolontariuszy przybywało do Fundacji – dodaje. Obecnie domy tymczasowe powoli nabierają także specjalizacji. – Świadczony przeze mnie dom ma szczególną specyfikę – mówi Gosia, wolontariuszka FKM. – Ze względu na odpowiednie warunki i możliwość zapewnienia kociakom całodobowej opieki można powiedzieć, że prowadzę dla nich pewnego rodzaju żłobek. Pod moje skrzydła trafiają te najmniejsze kocięta, które niejednokrotnie muszą być karmione smoczkiem i potrzebują znacznie więcej czasu, by osiągnąć wiek adopcyjny – dodaje.
Trudną pracą para się Marta, o której można żartobliwe powiedzieć, że jest zaklinaczem kotów. Trafiają do niej te „najcięższe” przypadki, tj. najbardziej oporne na miłość i przytulanie. U Marty wystarczy im tylko kilkanaście dni, by z dzikusów przeobraziły się w typowe „kanapowce” zapatrzone w człowieka. Do tego trzeba mieć dar i sporo wolnego czasu. – Taka praca wymaga poświęcenia znacznej części swojego prywatnego życia, ale nie narzekam, ja to po prostu uwielbiam – mówi Marta.
Obecnie pod opieką piotrkowskiego oddziału Fundacji „Kocia Mama” przebywa kilkanaście kociąt, z których większość jest już gotowa do adopcji. W całej fundacji, tj. Łodzi, Tomaszowie Mazowieckim i Piotrkowie znajduje się w domach tymczasowych ponad pięćdziesiąt zwierząt. Wszystkie ogłoszenia oraz warunki adopcji zamieszczone są na stronie Fundacji pod adresem www.kociamama.pl.
AW
Fotografia 1: Czarnuszka jest wysterylizowaną, jedenastomiesięczną „przylepką” ciągle pragnąca kontaktu z człowiekiem.
Fotografia 2: Trzymiesięczny Kuku jest kruczoczarnym kocurkiem lubiącym ludzi i uroczo warczącym podczas zabawy.
Fotografia 3: Lolo to trzymiesięczny burasek uwielbiający leżeć na kolanach. Doskonale dogaduje się z innymi kotami.